| Miejsce: | droga Toruń-Wrocław | ||
| Czas: | Ferie (zimowe) 2009 | ||
| Występują: | Wspomnienia sprzed roku przeplatane aktualnościami | ||
| Zdjęcia: | Pentax & Panasonic | ||
| Teksty: | PKa | ||
| Jak stąd wyjść? | Kliknąć tutaj! | ||
|
Na zdjęciach: Pyzdry, jeszcze nie dostrzeżone przez Europę
![]() Niewygodny tematDo Europy przymierzałam się już kilka razy. Za każdym razem, pomimo usilnych starań, traciłam do tematu serce i zapał. Najwyraźniej problem mnie przerasta i nie mam pomysłu, z której strony go ugryźć. Niestety, nie mogę sobie po prostu odpuścić, bo... to Europa nie odpuszcza. Odwracanie wzroku, podkręcanie lub wyłączanie radia, chowanie głowy w piasek lub w chmury nie pomagają. Europa macha przez szybkę, szczerzy się z ekranu, przysyła e-maile, ciągnie za rękaw, natrętnie wydzwania wyrywając z drzemki.Dlaczego jestem tak przez Europę pożądana? Dlaczego poświęca mi tyle uwagi? Czy przedstawiam dla niej jakąś szczególną wartość? Czy umiem coś, czego jej potrzeba? Czy mam coś, co jest dla niej cenne? Czy wiem coś, czego jest ciekawa? Nieee... raczej nieee... Dla Europy jestem przeciętnym obywatelem przeciętnego państwa, który powinien Europę popierać, Europę budować, Europę kochać... |
|
Na zdjęciach: Gopło. Płaskie, szare i ponure.
Bez tej miłości można żyć...Słowa Poetki nagrodzone Noblem przekonują, że miłość powinna mieć wymiar jakiś większy... Społeczny? Narodowy? Kontynentalny? Globalny? Kosmiczny?Oczywiście nie ma przymusu, można się obejść, można się nie angażować. Ale... co to za życie... puste i suche jak orzeszek... płaskie jak naleśnik ... dietetyczne jak ryżowe wafle... rozwodnione jak zeroprocentowe mleko... Bez wzlotów, bez upadków, bez śmiechu, bez płaczu... Apatyczne, bezbarwne, mdłe... Bez ofiar, bez poświęceń, bez gestu, bez ryzyka... Malutkie, cieniutkie, samolubne i przyziemne... Niewystawiające łebka z norki, zatykające uszy, gdy grają surmy, zaciskające mocno powieki, gdy do norki wpadnie zabłąkany promyk słońca... |
|
Na zdjęciach: Jarka, ja i pies Jarki. Sterylizacja nie dotyczy żadnego z nas, choć rasowy jest tylko pies.
![]() Pewnie wysterylizuję..."Pani ją wysterylizuje?!" - zdecydowany głos wyrywa mnie z euro-zadumy. Siedzę w poczekalni u weterynarza z Fruchą."Na razie chciałam tylko odrobaczyć..." - odpowiadam machinalnie nie całkiem jeszcze wróciwszy na ziemię po wisławskich euro-wzlotach i szymborskich euro-dywagacjach. "Ale Pani ją wysterylizuje?!" - domaga się natrętnie głos. Z wysiłkiem wracam z Europy do weterynaryjnej poczekalni. "Chyba tak... za jakiś czas..." - odpowiadam mało zdecydowanie. "T a k i e koty t r z e b a sterylizować!" - głos Blondynki w Średnim Wieku nie ustępuje, a wzrok krytycznie taksuje Fruchę. "Pewnie wysterylizuję..." - wbijam wzrok w fotel, na którym wierci się Frucha, pozostawiając w niepewności Blond Rasistkę w Średnim Wieku. |
|
Na zdjęciu: Ja na gruzach ZSRR. Nie mam z czego być dumna, bo byłam za małe Miki, żeby mieć z tym coś wspólnego.
Dobór nienaturalnyPatrzę na Fruchę. Nierasowa jest, to prawda. Ale śliczna. I charakterna. Trudno mi uwierzyć, że jest małowartościowym materiałem genetycznym. Ale pewnie ją wysterylizuję... Bo nie mam miejsca i warunków na trzymanie całej, wielopokoleniowej kociej rodziny... bo nie mam wystarczająco wielu niesnobistycznych znajomych, by opchnąć im nierasowe kociaki... bo na świecie jest już dość bezdomnych kotów...Ludzie kierując się litością i rozsądkiem fundują kotom twarde warunki doboru nienaturalnego. W sposób kontrolowany do rozrodu i przyszłości dopuszczane są koty rasowe - nieliczne i zmanipulowane, oderwane od życia... Koty bezpańskie, bezdomne, zawszone, zarobaczone, mizerne do rozrodu dopuszczają się same - licznie i samowolnie. Litościwe ludzkie oczy wypatrują, a troskliwe ręce wyławiają co lepsze sztuki ze śmietnika i zabierają do "normalnych" domów. Tam szczęściarze mają życie wygodne, ale tylko jedno. Są karmione, głaskane, hołubione, ale odpowiedzialność obywatelska nakazuje natychmiast je wykastrować, wysterylizować... W ten sposób ludzka litość kierując się rozsądkiem eliminuje z populacji wolnych kotów co lepsze osobniki. Ciekawe, jak długo naturze uda się ukrywać dobre geny przed skalpelami miłośników kotów... Trudno uwolnić mi się od myśli, że coraz częściej przykładam rękę do rzeczy, z których nie jestem dumna. |
|
Na zdjęciach: Andrzej na gruzach ZSRR.
Działanie Zasoby LudzkiePracowałam kiedyś dla Europy. Było to cenne doświadczenie. Tak cenne jak opuchlizna po ukąszeniu szerszenia, zatrucie po nieświeżym jogurcie czy niegroźne obrażenia po groźnym wypadku. Jak się je przeżyje, to człowiek cieszy się, że przeżył i nie zamierza po raz kolejny się w to pakować.Brałam udział w projekcie w ramach Działania Zasoby Ludzkie. Działanie to jest ukierunkowane na uczestnika końcowego projektu, czyli Beneficjenta - ma podnieść jego wartość. Byłam Wykonawcą Ostatecznym, czyli tym, który bezpośrednio miał tę wartość Beneficjentowi podnosić. |
|
Na zdjęciach: Las na Wrzosach.
Sen sprawiedliwegoStarając się rzetelnie wywiązać z zadania, przekopałam się przez wskaźniki, poradniki i wytyczne. Wyczytałam, jakiej wielkości i kształtu ma być nalepka na wszystkich produktach projektu... Wyczytałam, że każdy euro-grosz ma ostatecznie trafić do Beneficjenta - w postaci kanapki, oświetlenia, papieru, druku, słowa,... Wyczytałam, że dopuszczalne straty są praktycznie niedopuszczalne... Wyczytałam, że trzeba kierować się zasadami gospodarności, oszczędności, efektywności i rzetelności... Nie udało mi się wyczytać, co i o ile ma Beneficjentowi urosnąć na skutek projektu...Przygotowałam właściwej wielkości i kształtu nalepki na wszystko, łącznie z Beneficjentami. Euro-grosze podzieliłam na budżet kanapkowy, papierowy, tonerowy, wykładowy, ćwiczeniowy... Wyliczyłam, ile kanapek zjedzą , ile papieru (z podziałem na biały i kolorowy) i kredy (z podziałem na kredę klasyczną i pisaki do białych tablic) zużyją, ile wykładów wysłuchają, ilu zadań nie zrobią... Oświetlenie i papiet toaletowy dodałam jako wkład własny Wykonawcy do projektu - nie byłam w stanie opomiarować każdego Beneficjenta. Tysiąc razy przepisałam magiczne zdanie: "Podczas realizacji projektu kierujemy się zasadami gospodarności, oszczędności, efektywności i rzetelności." Zrobiłam, co w mojej mocy... Powinnam spać snem sprawiedliwego... |
|
Na zdjęciu: Wino kupiłam za własne środki, więc mogę pić pisząc Margines.
![]() Bezsenność sprawiedliwegoNie ma rzetelnie zrealizowanych projektów, są tylko nierzetelnie skontrolowane. Wykonawca Ostateczny nie może zaznać spokojnego snu, bo nad jego bezsennością czuwają rzesze Kontrolerów - płatnych i społecznych.Podpisując umowę, Wykonawca Ostateczny podpisuje cyrograf pozbawiający go podstawowych praw na czas realizacji projektu i kilkakrotnie dłuższy czas pokontrolny. Wykonawcy Ostatecznemu odmawia się prawa do domniemania uczciwości. Odmawia mu się prawa do logicznego rozumienia i sensownego interpretowania zapisów w umowie. Na czas projektu i strawienia spożytych w jego trakcie euro-środków odmawia się mu prywatności - można mu zawracać duszę w godzinach pracy i poza, na ulicy i w domu, telefonicznie, e-mailowo i osobiście. W czasie realizacji projektu Wykonawca musi prowadzić ścisłą kontrolę i ewidencję spożycia środków - euro-długopisem, na euro-papierze lub euro-komputerze Wykonawca może pisać i pracować tylko na rzecz euro-projektu. Może sobie przy tym przyświecać euro-żarówką... W czasie realizacji projektu i w okresie pokontrolnym każdy powołany i samozwańczy Kontroler może Wykonawcę krytykować, pouczać i poprawiać. Może mu zajrzeć do szuflady, do kieszeni, do nosa, do ucha. Może mu dokopać, nawtykać i naurągać. Nie musi przy tym podawać powodów, uprzedzać o terminie urągania i zachowywać żadnych zasad przyzwoitości. |
|
Na zdjęciach: Okazy z palmiarni w Lubiechowie.
Fruchę jednak wysterylizowałamOparłam się pokusie niańczenia stadka puchatych kociaczków. Żeby choć trochę odkupić ten grzech przeciw naturze, postanowiłam sięgnąć jeszcze raz do śmietnika - tym razem zupełnie w ciemno, nie przebierając. Uznałam, że biorąc całkowicie przeciętnego, statystycznego, kociego osobnika (i też w odpowiednim czasie go kastrując/sterylizując, czyli wykluczając jego geny z przyszłości) wyrównam straty po sterylizacji Fruźki.No to sięgnęłam... podniosłam do oczu... krytycznie się sobie przyjrzeliśmy... "Nie powiem, żebym dobrze trafiła." - pomyślałam - "raczej z przeciwnego końca skali niż Frucha". "Nie powiem, żebym dobrze trafiła." - burknął Brumbol drapiąc się za uchem. "Może chociaż będzie sympatyczna." - uchwyciłam się cienia nadziei i podrapałam po plecach, bo coś mnie nagle zaswędziało. "Może chociaż chatę ma lepszą." - mruknął Brumbol zdziwiony, że chwilowo przestało go swędzić. Brumbol chatę zaakceptował. Chodzi ta moja rekompensata dla natury po pokojach coraz tłustsza i puszystsza, ale w żadnym razie piękniejsza i milsza... Podczas kilku kolejnych wizyt u weterynarza, w trakcie których lokalizowaliśmy i usuwaliśmy kolejne źródła swędzenia, żadna Blond Rasistka nie domaga się ode mnie żadnych deklaracji, dotyczących eliminacji przyszłych pokoleń Brumbola z kociej populacji. Widać nikt nie ma wątpliwości... |
|
Na zdjęciu: To jest Babcia, a nie Beneficjent, chociaż postawa może zmylić. Jedyne projekty europejskie, w których Babcia brała udział, to były Roboty Przymusowe i Przesiedlenia w okresie II Wojny Światowej.
BeneficjenciBeneficjenci - oczko w głowie Działania Zasób Ludzki pławiące się w projekcie, jak pączek w maśle. W pełni świadomi swojej wartości - zazwyczaj mają za sobą 3-4 euro-projekty, a ja robię dopiero pierwszy! Zasób Ludzki dobrze wie, co grozi Wykonawcy, jeśli Zasób nie ukończy projektu! Zasób Ludzki dobrze wie, że to moja głowa w tym, by on ukończył. Zasób zajmuje więc pozycję roszczeniową: żąda lepszych kanapek, dogodniejszych godzin, łatwiejszych zajęć, ciekawszych gier komputerowych...Doświadczony Zasób niedwuznacznie sugeruje, żeby wykonawcy przestali się obijać i mielić ozorami, tylko wzięli się nareszcie za prace końcowe Zasobu, bo mogą nie zdążyć. Zasób obiecuje, że nie będzie przeszkadzał, tylko popijał kawkę i zagryzał ciasteczkami. W kieracie euro-pracy nie zauważam jednak najprostszych i najłatwiejszych rozwiązań tylko z uporem maniaka forsuję tezę, że to Zasób powinien się nauczyć, dokształcić, wyćwiczyć... |
|
Na zdjęciu: Andrzej celuje w byłe ZSRR.
Wkurzony Zasób LudzkiChcąc osiągnąć nierealne wyniki w sposób tradycyjny, tylko rozjuszyłam Zasób Ludzki."Ja nie chcę tak! Ja chcę teoretycznie!" - żąda Zasób Ambitny - "Ja też nie będę się uczyć! Nie po to tu przyszłam!" - przyklaskuje mu Zasób Niezorientowany. "Ja nie mam czasu na takie duperele!" - oznajmia Zasób Zajęty - "A ja nie nadążam!" - protestuje Zasób Wolny. "Poziom jest za wysoki!" - konstatuje niezadowolony Zasób Niski - "Tak, poziom jest za niski!" - zgadza się z nim Zasób Wysoki. "Mnie dzieci nie dopuszczają w domu do komputera!" - skarży się Zasób Dzieciaty - "A mi nie ma kto w domu pomóc!" - narzeka Zasób Bezdzietny. "Wszystko jest nie tak, jak trzeba!" - stwierdza Zasób Zorientowany - "Nic nie jest tak, jak trzeba!" - wtóruje mu Zasób Doświadczony. "Wszystko jest do d..." - podsumowuje Zasób Wkurzony. "Zgadzam się z Zasobem Wkurzonym!" - zamykam dyskusję. |
Psy szczekają, karawan[a] idzie dalej..."Dzień bez kontroli to dzień stracony" - motto społecznych i płatnych Kontrolerów staje się wyznacznikiem mojego funkcjonowania w trakcie realizacji projektu. "Wszystko jest źle, wszystko jest do d..." - jak Amen pacierz, tak cowieczorny e-mail od Zasobu podsumowuje każdy mój dzień projektu.Na śniadanie przygotowuję dane do kontroli, na obiad czytam wnioski pokontrolne, na kolację przygotowuję wyjaśnienia pokontrolne. Wkurzające telefony od generycznie wkurzonego Kontrolera Społecznego odbieram przy każdej okazji, gdy tylko zapomnę, że nie powinnam odbierać telefonów. Wkurzające uwagi Wkurzonych Beneficjentów przelatuję wzrokiem wyszukując konkretne pytania, na które można odpowiedzieć. Nie znajdując - dziękuję za cenne uwagi i zaangażowanie, życzę dobrej nocy i dalszych sukcesów na studiach... Wyłączam komputer i zasypiam niezasłużonym snem sprawiedliwego... |
BrzytwaJakoś dociągam projekt do końca metodami tradycyjnymi. Powiększam procent dopuszczalnych strat przyjmując Zasób Nadliczbowy. Do niedopuszczalnych strat nie dopuszczam ścigając Beneficjentów w pracy, w domu, na wakacjach, na weselu, na pogrzebie, w szpitalu i w połogu... Procentem trzymam w szachu Pozostały Przy Życiu Zasób zmuszając go do pracy i powiększania wartości własnymi siłami. Spotykamy się na uroczystym wręczeniu... Badawczo przyglądam się Beneficjentom... Czy wartość urosła im wystarczająco, by mi rozliczyli projekt? Jeśli już to niektórym wątroby urosły ze złości i worki pod oczami od niewyspania... Chyba nie rozliczą mi projektu...Wracając do domu z uroczystego wręczenia, zupełnie nieoczekiwanie dla samej siebie, znajduję jednak jakiś promyk nadziei. "W Rumunii zakończył się proces osób oskarżonych o zdefraudowanie środków unijnych. Główny oskarżony został skazany na sześć lat więzienia za przywłaszczenie miliona euro." - słyszę w radio. Kalkuluję - to mi dadzą najwyżej rok, a może tylko pół, jeśli uwzglednią, że nie przywłaszczyłam tylko wydałam niezgodnie... "Ceny mieszkań spadają, ale powoli i we Wrocławiu nadal utrzymują się na wysokim poziomie." - przynosi kolejną wiadomość radio. Przeliczam - na styk, ale może jeszcze wystarczy na zwrot, gdy Europa zarząda... Podniesiona na duchu wracam do domu i do życia... |
|
Na zdjęciu: Babcia w palmiarni w Lubiechowie znowu bez związku... z kotami, z euro-kasą i ze zmorą.
Obiecałaś!!! Miau!!!Obiecałam, że nigdy więcej? Obiecałam. Sobie, kotom, AM. Nie dotrzymałam. Nie mogłam dotrzymać, bo część naszego budżetu trafia teraz do Europy i ona nią rządzi. Pracuję w budżetówce, więc po jakąś część wynagrodzenia muszę zgłaszać się do eurokasy. A poza tym, kto powiedział, że euro-kontroler i beneficjent to najgorsze zmory na tej ziemi... |
|
Na zdjęciach: Choć krzykliwy - to nie Balkon z Parteru tylko Andrzej na tle radosnej twórczości nie-własnej.
Szekspir to nie był..."Gdzie mi tu z tym kotem pod oknem się wałęsa! Jeszcze raz pod moim oknem przyłapię, to otruję!" - z balkonu na parterze sypią się na głowę moją i Fruchy słowa, które trudno wziąć za dobrosąsiedzkie powitanie. Toteż nie biorę. Odchodzę parę metrów, by łatwiej unieść głowę i spojrzeć skąd się to bierze nie narażając się przy tym na rozbryzgi niedobrosąsiedzkiej wściekłości."Nie będzie mi tu więcej łazić pod oknem, bo kupy robi i kupy śmierdzą!" - pluje się Balkon z Parteru. Nadużycie słowa "mi" trafia mnie w czuły punkt. Będąc członkiem wspólnoty mieszkaniowej i posiadaczem niezrozumiale dużego procentu obszernej nieruchomości ponoszę koszty nieproporcjonalnie duże w stosunku do zużycia. Płacę za 2 razy więcej trawnika, krzaczka i chodnika niż przeciętna rodzina zamieszkująca osiedle. Próba odebrania mi jeszcze kawałka chodnika zmusza mnie do reakcji. "Chodnik nie Pani, a kupa nie moja!" - reaguję. "Jak nie! Ja widziałam jak kot kupę robił!" - wrzeszczy na pół osiedla Balkon. "Wielkie mi mecyje! Ja też widziałam! Nawet kilka razy dziennie ją sprzątam z kuwety." - nie ma się czym chwalić, to się nie chwalę i zatrzymuję to spostrzeżenie dla siebie. "Ten kot tu kupę robił!" - precyzuje Balkon. "Jak tak, to się Pani Balkon zgłosi do lekarza, bo przywidzenia ma." - sama nie wiem, dlaczego troszczę się o zdrowie Balkona. "Kota se Pańcia kupiła i na spacerki wyprowadza... Nocami się przemyka... " - rozkręca się Balkon. Wymieniamy spojrzenia z Fruchą - "Bawi Cię to?" - "Nie." - "Mnie też nie." - Frucha krócej niż zwykle lustruje choinkę pod Balkonem i rychlej niż zwykłe przechodzi do tamaryszka za zakrętem. |
|
Na zdjęciu: Choć krzykliwe - to nie Balkon z Parteru tylko ja na tle radosnej twórczości nie-własnej.
No to kupa!Zastanawiam się, skąd się to bierze. Już tak mam, że gdy procent absurdu w "wymianie" zdań przekroczy pewien próg, to wrzucam na luz. Przecież nie będę grać z Balkonem w skojarzenia: pies-kot, kot-kupa, kupa-śmierdzi, śmierdzi-kupa, kupa-śmierdzi... Nie lubię grać w głupie gry na głupich zasadach. Zarzucając mi w jasny dzień przemykanie się po nocach i afiszowanie się z kotem kupionym za złotówkę po własnym publicznym trawniku Balkon sama zdradziła się, że nie stać ją na inteligentną wymianę zdań.Kończymy z Fruchą dzienną przechadzkę. Jesteśmy na ostatniej prostej, gdy z klatki obok wypada Balkon z Małym Białym Psem. Frucha przezornie okazuje nagłe zainteresowanie kolczastym krzaczkiem ginąc w jego gąszczu. Rozważam kilka koncepcji:
|
Europa - reaktywacjaDobrosąsiedzka terapia pozwoliła mi wrócić do Europy. Bluzgający Balkon przypomniał mi, że ludzie z nadmiarem żółci i niedostatkami zdrowego rozsądku są wszędzie. Skoro spotykam ich pod domem, w sklepie, na poczcie i w banku, to mogę też w projekcie.Korzystając z okazji sprawdziłam też, że nerwy nadal mam w przyzwoitym stanie. Nie znienawidziłam wszystkich psów świata tylko dlatego, że Balkon ma Małego Białego Psa. Nie kopnęłam Małego Białego Psa, a nawet nie miałam na to ochoty. Nazajutrz nie wjechałam w opięty białymi spodniami tył Balkonu, gdy dojrzałam ją wracając do domu. W końcu mogłam... Dzięki konfrontacji z Balkonem nie wypisałam się z kolejnego euro-projektu, tylko zmodyfikowałam swój udział. Zamiast siedzieć społecznie na stołku lokalnego koordynatora i dawać się tykać każdemu kontrolerowi, wzięłam się za działalność konkretną, autonomiczną i odpłatną. Lokalny Kontroler poczuł się trochę urażony, że tak lekko zrezygnowałam z dotychczasowych spotkań - interesujących, kreatywnych, na których mógł wykazywać się swoją zajomością rzeczy, dopingować nas i po ojcowsku karcić... Teraz może się "wypowiadać" na mój temat tylko raz na 3 miesiące, gdy odbiera partię projektu. Się niech wypowiada. Raz na trzy miesiące to muszę znieść bluzgi nadpobudliwego kierowcy, bełkot pijanego przechodnia, obszczekanie przez agresywnego psa, warknięcia własnych kotów, brumbolenie AM (pisałam już, że nauczył się od Tośki?) i arię Julii z Parterowego Balkonu. Przeżyję bez uszczerbku dla samopoczucia i wartości własnej. |
| Wiem, że chcesz stąd wyjść! Jeśli jeszcze nie wyszedłeś, to tylko dzięki kupie. Kolejnej jednak nie będzie, więc zapraszam do wyjścia: | Kliknij tutaj! |